Aktualności

  • Wybuch wykluczony

    15 grudnia 2017 r.

    Po raz kolejny należy wyjaśnić, że wypowiedzi Antoniego Macierewicza dotyczące wybuchów, do których jakoby doszło na pokładzie TU-154M lecącego do Smoleńska 10 kwietnia 2017 roku, są nieprawdziwe i oparte na niedopowiedzeniach, nadinterpretacjach i niepoparte faktami.

    - Dwie eksplozje, które ostatecznie zniszczyły TU-154, zostały w sposób bezsporny zidentyfikowane przez oficjalną ekspertyzę, zamówioną i uznaną przez państwową komisję, której przewodził minister spraw wewnętrznych Jerzy Miller - stwierdził Macierewicz.

    Analiza firmy Smallgis, o której mówi obecny minister obrony narodowej, powstała na zlecenie prokuratury prowadzącej śledztwo w sprawie katastrofy w Smoleńsku i w niezmienionej formie jest aktach śledztwa od 2010 r. Specjaliści firmy Smallgis nie prowadzili badań na miejscu, tylko analizowali zdjęcia z satelity. Polegało to na porównaniu dwóch zdjęć satelitarnych z lotniska w Smoleńsku — 5 kwietnia oraz 12 kwietnia 2010 r., czyli przed i po katastrofie. Na podstawie porównań tych zdjęć analitycy uznali, że w miejscach najbardziej intensywnego pożaru po katastrofie powstały "prawdopodobne miejsca wybuchu". Tym samym nie brali pod uwagę wybuchów na pokładzie samolotu.

    Zaznaczyć należy, że minister Macierewicz bardzo wyrywkowo i tendencyjnie traktuję ww. ekspertyzę. Jego uwadze umknęły bowiem zawarte tam informacje o tym, że prezydencki samolot lecąc, ścinał drzewa, czemu członkowie jego podkomisji zaprzeczają, bo twierdzą, że samolot rozpadł się w powietrzu. "Nie można mówić o bezsporności, gdy: w ekspertyzie użyto słowo "prawdopodobne", ekspertyzę oparto tylko o zdjęcie satelitarne z 12.04.2010 roku bez wizji lokalnej, uznano, że to mogą być miejsca intensywnego pożaru. Ekspertyzę zamówiła prokuratura i jest jej znana od września 2010 roku" – napisał na Twiteerze Maciej Lasek, były przewodniczący PKBWL. Dodał, że "zarówno Komisja Millera, jak i Prokuratura, w oparciu o cały materiał dowodowy, w tym oględziny przeprowadzone na miejscu w Smoleńsku, nie uznały tego wniosku z opinii za dowód na wybuch w powietrzu".

    Przypomnieć należy również, że rejestrator głosu TU-154M nie zarejestrował odgłosu wybuchu. Zarejestrował za to krzyki załogi i pasażerów do momentu zderzenia się z ziemią. Nie ma żadnych dowodów na to, że do tego wypadku doszło w wyniku detonacji.

    Kłamstwo powtarzane po stokrość podobno staje się faktem. W tym przypadku zawsze pozostanie fałszem, ponieważ nie było żadnej eksplozji poprzedzającej uderzenie Tupolewa w ziemię. Potwierdzają to fakty, dowody i opracowane na ich podstawie opinie specjalistów.




    Powrót na stronę główną

Człokowie Zespołu Parlamentarnego



Zobacz pełny skład Zespołu