Aktualności

  • Metodyka „ ekspertów” Macierewicza

    20 grudnia 2017 r.

    Podstawowa czynność członków podkomisji smoleńskiej to „zapoznawanie się” z raportami i analizami rządowej komisji Jerzego Millera - to wnioski z lektury dokumentu przygotowanego przez samą podkomisję „Metodyka badania katastrofy Tu-154M z 10 04 2010”.

    „Metodyka” to tabela składająca się z 29 rubryk, ujętych w dwa działy „aspekty techniczne” (27 punktów) i „aspekty medyczne” (dwa punkty).

    Podkomisję powołał szef MON Antoni Macierewicz w marcu 2016 r. Musiał obejść prawo. Nie mógł powołać komisji, tylko podkomisję, bo przepisy lotnicze nakazują, by lotnicze wypadki badali specjaliści od szkolenia lotniczego, techniki lotniczej, nawigacji, ruchu lotniczego, ratownictwa lotniczego, meteorologii, łączności, prawa lotniczego oraz medycyny. Takich ekspertów wierzących w smoleński zamach i kwestionujących ustalenia rządowej komisji Jerzego Millera po prostu nie ma. W podkomisji zasiedli więc naukowcy i pasjonaci bez doświadczenia w badaniu katastrof, za to podważający wyniki prac specjalistów, którzy badali katastrofę na miejscu i mieli do tego kwalifikacje.

    Z informacji na stronie internetowej podkomisji wynika, że owo zestawienie powstało jako wypełnienie „zapowiedzi Przewodniczącego dr. Kazimierza Nowaczyka wyrażonej w dniu 7 grudnia br. podczas Sejmowej Komisji Obrony Narodowej”.

    Rzeczywiście, komisja obrony pytała dr Nowaczyka o jej raport w sprawie wybuchów na pokładzie tupolewa, o przeprowadzone ekspertyzy, o to, czym się zajmują opłacani przez podkomisję eksperci, np. Frank Taylor, brytyjski badacz katastrof czy były główny prokurator Międzynarodowego Trybunału Karnego Luis Moreno-Ocampo.

    „Metodyka” nie odpowiada na żadne z tych pytań. Z tego zestawienia wynika, że mając do dyspozycji ogromne fundusze - w 2016 r. 4 mln zł, w tym 6, a w przyszłym kolejne 6 - członkowie pod komisji od marca zeszłego roku przede wszystkim czytali dokumenty przygotowane przez rządową komisję Jerzego Millera. Przypomnijmy, że z jej raportu z lipca 2011 r. wynika, że do tragedii doszło, ponieważ tupolew leciał za nisko, za szybko się zniżał, w gęstej mgle, bez widoczności ziemi, a załoga ignorowała zarówno przepisy jak i ostrzeżenia systemów alarmowych samolotu.

    Członkowie podkomisji nim zaczęli w niej prace od lat podważali raport Millera, twierdzili, że na pokładzie samolotu doszło do wybuchu lub wybuchów, choć nie potrafili wskazać ani materiału wybuchowego ani miejsca eksplozji.

    Z opublikowanego zestawienia nie wynika, by w tej sprawie udało im się zgromadzić choćby poszlaki. A raport końcowy ma opublikować w kwietniu przyszłego roku. I tak, z lektury „Metodyki” wynika, iż podkomisja:
    - „zapoznała się ustaleniami grupy polskich specjalistów, którzy przybyli na miejsce katastrofy kilkanaście godzin po jej zaistnieniu i pracowali w Smoleńsku do dnia 21.04.2010r. wyrażonych w ich notatkach, dokumentacji fotograficznej i opracowaniach, a także relacjach ustnych”,
    - „zapoznała się z relacjami i przekazaną prokuraturze dokumentacją fotograficzną innych polskich służb obecnych na miejscu zdarzenia, materiały powyższe nie były dostępne poprzednikom”,
    - zapoznała się z Raportem Archeologów, wysłuchała relacji uczestników ekspedycji, a wytworzone przez nich materiały (w tym zdjęcia zinwentaryzowanych fragmentów) uwzględnione zostały w tworzonej jednolitej bazie danych i posłużyły do wnioskowania o mechanizmie destrukcji”,
    - „pozyskała wyniki badań DNA szczątków medycznych odnalezionych przez archeologów, włączając je do jednolitej bazy danych”,
    - „zapoznała się z protokołami oraz raportem CLKP z badań przeprowadzonych w 2012r, pozyskana dokumentacja fotograficzna pozwoliła na włączenie odnalezionych wówczas fragmentów do jednolitej bazy danych”,
    - „pozyskała protokoły oględzin miejsca zdarzenia sporządzone w ciągu pierwszych dni akcji rosyjskich służb na wrakowisku, zawierające głównie znaleziska związane z ciałami ofiar i ich ubraniami i bagażem”,
    - „zapoznała się ze sprawozdaniem z badań próbek przedmiotów, materiałów z miejsca katastrofy przeprowadzonych przez Wojskowy Instytut Chemii i Radiometrii w Warszawie”,
    - „posiada i analizuje materiały wytworzone przez pirotechników CLKP, raport z badań laboratoryjnych oraz opinie prywatne zgromadzone przez prokuraturę wojskową” (pikanterii dodaje fakt, że opinie prywatne są w większości autorstwa członków podkomisji działających wcześniej jako eksperci zespołu parlamentarnego Antoniego Macierewicza),
    - „zapoznała się z tymi samymi wynikami badań laboratoryjnych paliwa lotniczego oraz oleju silnikowego”,
    - „zapoznała się z raportami dotyczącymi odczytu danych z urządzeń TAWS i FMS oraz pisemną i słowną relacją P. Lipca, a także treścią wideokonferencji prokuratury z przedstawicielami producenta”,
    - „zapoznała się z przebiegiem eksploatacji samolotu od daty produkcji do dnia katastrofy włącznie”,
    - „zapoznała się z przebiegiem przygotowania samolotu do lotu, w którym doszło do katastrofy. Sprawdzeniem objęto okres od wykonania oblotu komisyjnego 06.04.2010 r. do momentu startu samolotu 10.04.2010 r”.

    A co podkomisja robiła oprócz lektury dokumentów przygotowanych i zebranych przez poprzedników? Z dokumentu wynika, że:
    - „przeprowadzono szereg eksperymentów dla wyjaśnienia okoliczności powstania i zasięgu pożarów na wrakowisku oraz możliwego mechanizmu wysokoenergetycznego niszczenia samolotu”,
    - „przeprowadzono symulacje niszczenia skrzydła w kontakcie z drzewem oraz dokonano rekonstrukcji zniszczonego lewego skrzydła na podstawie dokumentacji fotograficznej”,
    - „przeprowadzono symulacje niszczenia konstrukcji samolotu w trakcie uderzenia w powierzchnię gruntu oraz dokonano rekonstrukcji samolotu na podstawie dokumentacji fotograficznej szczątków znajdujących się na wrakowisku”,
    - „przeprowadzono symulacje komputerowe dla wyjaśnienia okoliczności związanych z wbiciem lewych drzwi centralnych w grunt na głębokość 1m”.

    Co podkomisja robi?
    Np. „trwają prace nad inwentaryzacją elementów samolotu i jego zawartości zaś tworzona mapa rozkładu szczątków”, „trwają prace nad precyzyjnym określeniem charakteru powstania niewielkich ognisk pożarów, odległych od miejsca „otwarcia” zbiorników paliwa i przemieszczania się silników, tym samym nie podzielono przekonania poprzedników iż słaby wiatr „zwiewał” pożar poza rejon upadku samolotu.

    Poza tym podkomisja „pracuje na opracowaniem profilu ostatniej fazy lotu z wykorzystaniem wszystkich materiałów dostępnych poprzednikom oraz danych geodezyjnych z pomiar ów wykonanych na miejscu oraz na bazie nowych zdjęć satelitarnych”.

    Po 22 miesiącach działania i wydaniu blisko 4 milionów złotych, podkomisja nie tylko nie przedstawiła nowych dowodów na inny przebieg wypadku niż opisany w dotychczasowych raportach, ale podjęła szereg czynności, które nie przybliżają jej do tego celu. Niewątpliwie do takich działań należy dopasowywanie wybuchów do każdego faktu, którego nie rozumieją. Dlatego zresztą jest tak trudno nadążyć za „wędrującymi wybuchami” podkomisji. Gdyby na serio podejść do jej ustaleń, to w tupolewie powinno dojść do co najmniej 3, a może i większej liczby wybuchów w powietrzu, przy czym każdy w innym miejscu i innego materiału wybuchowego.

    Podkomisja samodzielnie nie przeprowadziła żadnych badań, a wyniki zleconych Wojskowej Akademii Technicznej badań i obliczeń zmanipulowała tak, aby mogły stanowić potwierdzenie ich tezy o tym, że samolot się nie obraca po utracie 1/3 jednego skrzydła wraz z lotką. Nie jest to pierwsza manipulacja, do której posunęli się członkowie tego gremium, że przypomnę blef profesora Rońdy czy użycie przez profesora Biniendę zmanipulowanego przez rosyjskiego blogera zdjęcia szczątków samolotu.

    Podkomisja poświęciła swój czas na poszukiwania wybuchu, który nie zostawia śladów i nie jest ani słyszalny, ani rejestrowany przez rejestrator głosu w kabinie samolotu. Jednakże nawet wymyślony przez nią wybuch bomby termobarycznej w garażu bez okien mającym odwzorowywać Tu-154M według badań profesjonalistów zostawia zawsze ślad w zapisie CVR. Udowodnili to już amerykańscy specjaliści z NTSB podczas badania przyczyn katastrofy samolotu rejsu TWA800.

    Podkomisja nie była i nie zamierza w najbliższym czasie pojechać na miejsce zdarzenia do Smoleńska, aby przeprowadzić samodzielnie oględziny szczątków samolotu (co zrobili członkowie komisji Millera i biegli prokuratury). Nie pojechała też do Moskwy, aby zrobić własne kopie zapisów rejestratorów lotu, pomimo deklaracji przyjęcia ich przez MAK. Nie przeszkadza to jednak ministrowi Macierewiczowi w ogłoszeniu, że za 3 miesiące podkomisja zakończy badania i przedstawi raport.

    Analizując dotychczasowe oświadczenia podkomisji widać, że podkomisja dalej nie przeczytała ze zrozumieniem Regulaminu lotów obowiązującego załogę, a w szczególności rozdziału o ważności uprawnień do lotu, konieczności treningu w podejściach do lądowania i obowiązujących minimów podczas lądowania. Nie przeczytała też instrukcji urządzenia ostrzegającego przed zderzeniem z ziemią (TAWS), gdzie nakazane jest bezwzględne stosowanie się do komendy „ciągnij w górę” (PULL-UP) w sytuacji, gdy lot jest wykonywany bez widoczności ziemi. Przypomnijmy, że 3 członków załogi nie miało ważnych uprawnień do wykonania lotu, dowódca samolotu ostatni raz wykonał podejście do lądowania według takiego systemu podejścia jaki był w Smoleńsku 5 lat wcześniej i to na innym typie samolotu, przy obowiązującym go treningu nie rzadziej niż co trzy miesiące na każdym typie samolotu na którym lata. Załoga nie miała prawa nawet o 1 metr zejść niżej niż 120 m względem pasa bez widzialności ziemi. W rzeczywistości kapitan podjął decyzję o odejściu na drugi krąg na wysokości 39 m względem poziomu pasa, ignorując przez 7 sekund komendy PULL-UP.

    Poziom groteski działań tego gremium przekroczył już nawet próg akceptacji osób wątpiących w ustalenia Komisji Millera.

    Czy za 4 miliony złotych członkowie podkomisji nauczą się badać wypadki i w konfrontacji ze zgromadzonym materiałem dowodowym uznają dotychczasowe ustalenia badaczy wypadków i biegłych prokuratury? Nie sądzę, a jeżeli nawet, to będzie to bardzo droga nauka.


    Maciej Lasek dla GW




    Powrót na stronę główną

Człokowie Zespołu Parlamentarnego



Zobacz pełny skład Zespołu