Aktualności

  • Oni też już nie wierzą?

    21 września 2017 r.

    Podkomisja smoleńska od początku budziła kontrowersje. Kontrowersyjny był powód, dla którego została powołana, kontrowersyjny był tryb jej powołania, kontrowersyjne uzasadnienie. Największe jednak wątpliwości wzbudzał i wzbudza skład tego gremium. W jej składzie nie zasiada żaden specjalista wcześniej badający zdarzenia lotnicze, większość zaś nie spełnia wymagań stawianych takim osobom przez prawo lotnicze. Jedynie Piotr Gajewski otarł się o badanie zdarzeń lotniczych, choć nie jako badacz, a osoba realizująca zalecenia kanadyjskiej TSB (Transport Safety Board) zapobiegające wypadkom lotniczym. Był on też pierwszym, który już tydzień po powołaniu go na członka podkomisji, zrezygnował z tej funkcji.

    Warto zastanowić się, dlaczego nie tylko on postanowił opuścić to grono. Niezależnie od deklaracji, zadaniem członków podkomisji jest udowodnienie absurdalnej hipotezy głoszącej, że tupolew lecący do Smoleńska 10 kwietnia 2010 roku z Prezydentem RP na pokładzie był celem zamachu, którego organizatorami mieli być członkowie rządów polskiego i rosyjskiego. „Twarzą” teorii zamachu i towarzyszących mu wybuchów, począwszy od roku 2011, jest Antoni Macierewicz. Polityk, któremu cynizm i rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji nt. katastrofy smoleńskiej pozwoliły zbudować obecną, zdaje się niezachwianą, pozycję na scenie politycznej.

    Ze składu podkomisji, począwszy od powołania jej w lutym 2016 roku, odeszło już kilka „kluczowych” postaci. Część członków opuściło podkomisję Macierewicza tylnymi drzwiami, tłumacząc to jakoby utrudnianiem im prac i umniejszaniem ich autorytetów przez polityków i dziennikarzy "gorszego sortu". Najciekawsze okoliczności towarzyszyły jednak odejściu przewodniczącego podkomisji, Wacława Berczyńskiego, który nie tylko firmował swoim nazwiskiem kłamstwa smoleńskie, ale również zdaje się, że miał olbrzymi wpływ (przynajmniej jego zdaniem) na brak w siłach zbrojnych RP śmigłowców wielozadaniowych. Po ogłoszeniu, że przyczyną katastrofy była jakoby bezgłośna bomba termobaryczna, nagle wyjechał do USA, zrezygnował z przewodniczenia podkomisji i od tego czasu ponoć zdalnie z odległości 7,5 tys. km od Smoleńska pracuje nad uwierzytelnieniem teorii zamachu, jako szeregowy członek podkomisji.

    Nie sposób pominąć Franka Taylora, którego współpraca z podkomisją smoleńska nie jest do końca jasna. Brytyjczyk uczestniczył w badaniu zdarzeń lotniczych jako doradca wspomagający dochodzenia prowadzone przez niezależne od oficjalnych zespołów, nigdy jednak nie był członkiem brytyjskiej komisji badającej zdarzenia lotnicze (AAIB). Jego obecność podczas inauguracji prac podkomisji ewidentnie miała podnieść rangę tego gremium i dodać splendoru jej pracom. Jak się okazało, żadnej współpracy nie było. Pozostają tylko niedomówienia i domysły, bo pełnej informacji na jego temat z MON uzyskać nie można. Brak jakichkolwiek odpowiedzi ze strony resortu na pytania dotyczące działań w sprawie katastrofy smoleńskiej jest zresztą znakiem firmowym MON. Dotychczas z podkomisji Macierewicza odeszli Bogdan Gajewski, Jan Obrębski, Piotr Stepnowski i Andrzej Ziółkowski. Szczegóły tych zdarzeń można było zobaczyć w programie "Czarno na białym" red. Piotra Świerczka. Czy zdali sobie sprawę z tego, że narzucona teza, której zmuszeni byliby bronić, pogrzebałaby ich dorobek naukowy i kariery? A może nie wystarczyło im wiary w zamach? Właśnie wiary, bo wiedza nigdy nie pozwoliłaby nikomu nawet na rozpoczęcie prac w tej podkomisji.


    Źródło: NaTemat.pl


    Powrót na stronę główną

Człokowie Zespołu Parlamentarnego



Zobacz pełny skład Zespołu